wtorek, 2 lipca 2013

Dzień 6. Wanla - Hanupata


Kolejny dzień. Pobudka o 10. W końcu odespaliśmy :-)




Jedzenie - płatki owsiane, woda do butelek, mycie i pranie majtek w rzece, pakowanie się i w drogę. Większość drogi olbrzymim wąwozem. Szło się nim ok 10 km. Cała trasa zajęła 25 km, dosyć monotonna ponieważ cały czas wąwozem. Fajnie na początku bo taki gigant robił wrażenie, ale po kolejnej godzinie już nawet zdjęć nie robiliśmy. 













Dotarliśmy na nocleg o 18, wykończeni bardziej niż wczoraj. Szybko rozbiliśmy namiot. W między czasie przyszło paru miejscowych z dziećmi. Namiot mamy obok strumyka i ogródka warzywnego wiec przychodzili cos myć, rwać warzywa. Między innymi przyszło 2 dzieciaków. Dałem im batona, psik dezodorantem i tak im się spodobało, że nie chciały sobie pójść :-) tańczyły, śpiewy, coś tam pokazywały. Pomagały nam gotować co mroziło nam krew bo dzieciaki były czarne z brudu i co jakiś czas kapał im katar :-) W końcu matka je zawołała i sobie poszły. 




Na kolacje makaron z sosem z torebki. Czyli dzisiaj do jedzenia rano musli, w ciągu dnia baton, na kolacje makaron z sosem.



Jak już się zrobiło ciemno to mycie w strumyku. Fajna sprawa. Siedziałem sobie na kamieniu, myłem nogi w strumieniu, ciemna noc, obok zapomniana, na końcu świata wioska. Fajny klimat. Jest 22 i idziemy spać. Jutro pobudka o 6