Dzisiaj odpoczynek w wiosce Photoskar. Wioska ładna, super położona więc dzisiaj robimy wakacje. Poza nami sami miejscowi. Plątamy się po wiosce i już wszystkich znamy.
Wioska mega prymitywna. Nie ma tu nic. Ludzie żyją w domkach z kamienia, myją się w rzece, uprawiają małe poletka, jakieś zboża i warzywa. Mają ciekawy sposób nawadniania pól. Przez pola poprowadzone są wąskie kanaliki, które z brzegu połączone są większym korytkiem, który prowadzi wodę ze strumyka. Jak kobieta chce nawodnić fragment pola to kamieniami usypuje małe tamy i tak kieruję tą wodę, aby nawodniła odpowiedni fragment. Jak już wody jest wystarczająco to zatyka kanalik i otwiera kolejny. I tak stopniowo całe pole. Cwane i w sumie bez wysiłku – nie trzeba targać wody wiaderkiem czy konewką.
W wiosce oczywiście jest klasztor, mają też szkołę. Ze szkołami to ciekawa sprawa bo w każdej wiosce mają. I jeszcze podział jest. W niektórych wioskach jest podstawówka, w innych średnia. Dzieciaki uczą się angielskiego, tybetańskiego, hindi, matematyki, przyrody i kilku innych przedmiotów. Starsi po angielsku praktycznie ni w ząb. Z dzieciakami, nawet tymi paroletnimi, można po angielsku już się dogadać.
Dzień relaksu więc chodzimy sobie, pranie zrobiłem, w wiosce zagadaliśmy jakiegoś miejscowego czy można tu jeść kupić i powiedział żeby do niego przyjść na 17 to nam da ryż z warzywami. Zapytałem ile za to chce wiec powiedział 80 rupii czyli ok. 4 zł. Koleś gada trochę po angielsku to go zagadamy czy coś tu jeździ w dół. Droga jest, podchodząc miało nas kilka ciężarówek, wiec teraz jak mamy w planie dalszy trekking – do którego trzeba się cofnąć po własnych śladach dwa dni to może udało by się podjechać... Zobaczymy. Przylazły do nas znów dzieci. Teraz wysępiły kisiel. Takie małe i takie zadowolone było jak dostało tą torebkę. Tłumaczyłem starszemu jak to przyrządzić. Oby się nie potruli.
No i po jedzeniu. Ryż z warzywami czyli ryż z zielonymi liśćmi nie wiem czego. Do tego filiżanka herbaty. Bez rewelacji, ale lepsze niż kolejny raz danie z torebki. Koleś mówi, że do wsi przyjeżdża taxi jak ktoś zamówi, czasami ciężarówki. Autobusów żadnych. Jak chcemy taxi to zadzwoni - nie wiem jak bo zasięgu nie ma żadnego, no ale może zadzwonić i zamówić. Koszt 3000 rupii czyli ok. 160 zł. Nie chcemy, wolimy dwa dni pieszo iść. Wracamy do namiotów, przybiega koleś i mówi, że na jutro ma być we wsi taxi i jak chcemy to o 9 rusza. Koszt 200 rupi od osoby. Super, jedziemy.
Robimy jeszcze mycie w strumyku i spać. Ta taksówka zaoszczędzi nam 2 dni drogi czyli ok. 40 km przez góry, m.in. przełęcz co ma 4800 m



















