piątek, 28 czerwca 2013

Dzień 2. Lądowanie w New Delhi


Pierwszy dzień naszego pobytu w Indiach. Po udanym locie (przenieśli nas do klasy biznes) w środku nocy lądujemy na terminalu międzynarodowym w New Delhi.

Wylądowaliśmy. Bagaż odebrany, wygląda, że jest ok, zobaczy się jeszcze w środku. Kontrola przeszła gładko, pobraliśmy 10000 rupii z bankomatu. Kolejny lot mamy o 5 rano - za 8 godzin. Czyli noc na lotnisku. Jesteśmy na terminalu 3, odlatujemy z 1D. Aby się tam dostać można skorzystać z darmowego busa. Aby się dowiedzieć co i jak wyszedłem z lotniska i poszedłem na parking. Przy sektorze nr 9 jest biurko i siedzi pan który wydaje bilety. Przy biurku dowiedziałem się ze bus jeździ całą noc, co 20 min. Wracam na lotnisko, a tu... nie chcą mnie wpuścić. Nawet nie zauważyłem, że jakiś punkt minąłem, za który nie można wrócić :-)  no i 2 żołnierzy, jakiś koleś i klops. Mówią pokaż bilet ja, że nie mam bo w środku żona ma, mówią zadzwoń do niej, ja że nie mam telefonu bo też został :-) na wesoło, pogadaliśmy sobie, ale widać, że problem mieli bo nie bardzo mogli wpuścić. W końcu jakiś szef machnął ręką i mnie wypuścili...
Na dworze podobnie jak w emiratach. Taka wilgotność jakbym w naparowanej ciasnej łazience stał...
Wracam do nudzenia się na lotnisku... Noc mija na obserwowaniu ludzi i wyjadaniu prezentów od stewardesy z samolotu. Okazało się, że ona polka, my polacy i sobie rozmawialiśmy, była bardzo sympatyczna, na koniec podróży dała nam trochę rzeczy z samoloty – coś do jedzenia, picia, jakieś gadżety. Tak więc było co robić.

Ok. 2 w nocy idziemy na ten autobus. Zaczyna się „Incredible India” J. Pan przy biurku wystawia bilety i mimo, że autobus ma jeździć z tego miejsca to każe nam iść na stanowisko nr 20. Tam stoi jakiś zdezelowany autobus, a w środku kilku hindusów. Wsiadamy i czekamy. Za pierwszym razem w Indiach to takie rzeczy nas cieszyły, zachwyceni byliśmy, że taki chaos tam mają. No, ale teraz po tych wszystkich newsach… Mija ze 20 minut, a autobus nie jedzie. W końcu ruszamy. Straszny gruchot, drzwi otwarte, miejscowi. Nie wygląda to jak autobus lotniskowy. Jechaliśmy takim ostatnio i był klimatyzowany, nowoczesny. Teraz jest dziwnie. Zaczynają się przypominać wszystkie newsy z tnv24 o napadach w Indiach, ale całe szczęście po chwili dojeżdżamy na miejsce - terminal 1D. Uff… Wchodzimy do środka, szukamy czystej ławki - nie ma :), wiec siadamy gdzie jest miejsce i czekamy do rana na lot...

Takie ciekawostki...
Lotnisko, na ścianie wiszą cztery telefony. Można podejść i zadzwonić. Obok siedzi Pan, który prowadzi obsługę tych telefonów :-) pobiera opłaty za dzwonienie, daje jakieś kwitki. Jest 12 w nocy, a on siedzi :-)
Sklep. Idziesz do kasy, pani nabija produkty, drukuje paragon. Chcesz płacić? Nie :-) obok jest drugi pan, ma swoje biureczko, do którego musisz zanieść paragon i opłacić towar :-)

Widać, że ich tu miliard i każdy z pracą kombinuje jak może...